28 lip 2026
Portfele i Strategie

Jeden ETF na 20 lat to mit? Ekspert o ukrytych ryzykach pasywnego inwestowania

Czy wystarczy jeden ETF na S&P 500, aby osiągnąć wolność finansową? Ekspert wyjaśnia, dlaczego kupujemy historię, a nie gwarancję.

Tomasz Bednarski · 28 lipca 2026
Close-up of hands typing on a laptop with stock market graphs, ideal for finance or business themes.
Fot. Alesia Kozik / Pexels · Pexels License

Wizja wolności finansowej dzięki jednemu ETF-owi na 20 lat przyciąga coraz więcej Polaków do pasywnego inwestowania, ale eksperckie analizy ujawniają, że rzeczywistość jest bardziej złożona niż obiecują internetowi guru.

Jeden ETF wystarczy, ale nie gwarantuje sukcesu

Artur Wiśniewski, założyciel portalu Stockbroker.pl, potwierdza, że z punktu widzenia dywersyfikacji jeden szeroki ETF rzeczywiście wystarczy. Dzisiaj wystarczy 50–100 złotych, aby kupić instrument obejmujący tysiące spółek z całego świata. To ogromna zmiana w stosunku do przeszłości, gdy inwestowanie wymagało znacznie większych kapitałów.

Jednak na tym kończy się prosta odpowiedź. Ekspert zwraca uwagę na fundamentalny problem: „najczęściej kupujemy po prostu historię”. Popularne dzisiaj ETF-y na S&P 500, rynki rozwinięte czy cały świat zyskały na znaczeniu, ponieważ Stany Zjednoczone przez ostatnie lata osiągały doskonałe wyniki i ciągnęły światowy rynek akcji w górę. To wcale nie oznacza, że trend się powtórzy.

Stracona dekada: kiedy USA = 0% zwrotu

Historia rynków akcji pokazuje, że okresy dominacji jednego regionu się zmieniają. Przykładem jest tak zwana stracona dekada (2000–2010), kiedy inwestorzy w S&P 500 zakończyli ten okres ze stopą zwrotu na poziomie 0%, a po uwzględnieniu inflacji z ujemnym zwrotem. W tym samym czasie rynki wschodzące, w tym Polska, osiągały znacznie lepsze wyniki — choć polska giełda praktycznie nie istniała wtedy w świadomości globalnych inwestorów.

Jeszcze bardziej zaskakujące dane pochodzą z analizy Bloomberga z lat 2005–2010. Wśród dziesięciu najlepiej sprzedających się ETF-ów w tamtym okresie nie było ani jednego funduszu na S&P 500, rynki rozwinięte ani cały świat. To pokazuje, jak drastycznie mogą się zmienić preferencje inwestorów w zależności od koniunktury.

Wiśniewski obawia się, że gdy przyjdą gorsze lata dla USA, wielu inwestorów poczuje się oszukanych. „ETF miał być tym cudownym eliksirem, a tu klapa, rachunek na minusie” — to scenariusz, który może skłonić wielu do porzucenia strategii inwestycyjnej.

Koncentracja na gigantach: czy to wada czy cecha?

Obecny stan rynku amerykańskiego budzi obawy ekspertów. Dziesięć największych spółek odpowiada za około 40% całego indeksu S&P 500 — poziom koncentracji historycznie wysoki, nienotowany od połowy lat 60. Raport banku Goldman Sachs sugeruje, że takie sytuacje zwiastowały problemy na rynkach.

Jednak druga strona medalu jest bardziej optymistyczna. Raport Hendrika Bessembindera z marca 2026 roku pokazuje, że w ciągu ostatnich 100 lat zaledwie co czwarta spółka pokonała rynek, a przeciętna akcja miała ujemną stopę zwrotu na poziomie minus 7%. Jeszcze bardziej zaskakujące: zaledwie kilkadziesiąt spółek spośród prawie 10 tysięcy przebadanych odpowiadało za połowę wszystkich wzrostów indeksu. To sugeruje, że mocna koncentracja to naturalną cecha rynków, a nie ich wada.

AspektDane z badań
Udział top 10 spółek w S&P 500~40% (historycznie wysoki poziom)
Średnia stopa zwrotu pojedynczej akcji (100 lat)-7%
Spółki pokonujące rynek (z 10 tys. badanych)~25%
Spółki odpowiadające za połowę wzrostów indeksuKilkadziesiąt (mniej niż 1%)

Jednak Wiśniewski podkreśla, że bardzo wiele będzie zależeć od zwykłego szczęścia i pecha. W horyzoncie 20–30 lat inwestor może trafić na okres, w którym skoncentrowane portfele zachowują się fatalnie — a historia pokazuje, że wielokrotnie się to zdarzało.

ETF-y nigdy nie przeszły poważnego stress testu

Polski rynek ETF jest bardzo młody — o szerszym dostępie przez krajowych brokerów można mówić dopiero od 2019 roku. Światowy rynek ETF ma dłuższą historię (Europa: od ~2000 r., USA: od 1993 r.), ale nawet światowe fundusze nie przeszły jeszcze poważnego testu bessy.

Podczas ostatniej wielkiej bessy w latach 2007–2009 rynek ETF-ów nie był wystarczająco rozwinięty, aby wyciągać wiarygodne wnioski. W ostatnich latach ogromny napływ kapitału do funduszy pasywnych maskował potencjalne problemy — rynek rósł nawet podczas rynkowych spadków, ale to wynikało z faktu, że ETF-y wciąż ważyły na rynkach stosunkowo niewiele.

Wiśniewski jest przekonany, że gdy rynek ETF dojrzeje i znaczenie funduszy pasywnych wzrośnie (co już się dzieje w USA), to w okresach dekoniunktury inwestorzy będą sprzedawać ETF-y dokładnie tak samo, jak sprzedają pojedyncze akcje czy fundusze aktywnie zarządzane. Mogą one wtedy mieć podobny wpływ na rynki, co „ukryte indeksatory” — fundusze pozornie aktywnie zarządzane, które inwestują pasywnie i w czasach spadków muszą wyprzedawać aktywa, pogłębiając spadki.

Co to oznacza dla Ciebie

Jeśli planujesz inwestować w ETF-y na emeryturę, musisz być świadomy trzech rzeczy. Po pierwsze, jeden szeroki ETF to wystarczająca dywersyfikacja, ale nie gwarancja zysków — kupujesz przede wszystkim ostatnie lata wzrostu USA, które mogą się nie powtórzyć.

Po drugie, aby żyć ze zgromadzonego kapitału, trzeba podejmować co najmniej umiarkowane ryzyko (przynajmniej 50% akcji w portfelu), co dla wielu jest barierą psychologiczną. Po trzecie, inwestowanie 100 złotych miesięcznie to świetny sposób na naukę, ale za mało na prywatną emeryturę. Ekspert sugeruje, że trzeba inwestować około 20% swoich dochodów co miesiąc, aby od 60. roku życia mieć wystarczający kapitał.

Oznacza to, że dla osoby zarabiającej 5 tysięcy złotych netto, comiesięczna inwestycja powinna wynosić około 1000 złotych. To znacznie więcej niż symboliczne kwoty, które promują niektórzy brokerzy.

Czy ETF-y są magicznym rozwiązaniem?

Odpowiedź brzmi: nie. ETF-y to potężne narzędzie do budowania portfela, ale nie są uodpornione na stres rynkowy. Historia pokazuje, że okresy dominacji jednego regionu się zmieniają, a inwestorzy, którzy kupili ETF-y na S&P 500 na przełomie lat 90. i 2000., musieli czekać prawie dekadę na zwrot do rentowności.

Kluczem do sukcesu jest nie wybór jedynego „cudownego” ETF-u, ale realistyczne oczekiwania, długoterminowy horyzont inwestycyjny, regularny wkład kapitału na poziomie 15–20% dochodów oraz gotowość do utrzymania portfela przez okresy bessy. Bez tych elementów nawet najlepszy ETF nie zapewni wolności finansowej.

Na podstawie: Bankier.pl. Tekst opracowany redakcyjnie.