Polskie ETF-y to już 20 mld zł. Rynek dopiero się rozkręca
Polscy inwestorzy ulokują prawie 20 miliardów złotych w funduszach ETF. Rynek rośnie szybko, ale ma ogromny potencjał do nadrobienia wobec Zachodu.
Polskie fundusze ETF przechodzą przełomowy moment. Pod koniec czerwca 2026 roku inwestorzy indywidualni ulokowali w giełdowych funduszach indeksowych i produktach typu ETP prawie 20 miliardów złotych — wynika z raportu „Aktywa Polaków w ETF-ach” przygotowanego przez Analizy Online we współpracy z Giełdą Papierów Wartościowych.
Liczby robią wrażenie. W zaledwie pół roku wartość tych aktywów wzrosła o 52 procent, a saldo wpłat i wypłat sięgnęło rekordowych 4,6 miliarda złotych. To sygnał, że Polacy coraz chętniej sięgają po proste, tanie i przejrzyste sposoby inwestowania — dokładnie takie, jakie oferują giełdowe fundusze indeksowe.
Gigantyczna luka wobec Europy i USA
Jednak polska rzeczywistość pokazuje, jak wiele czeka nas jeszcze do zrobienia. Michał Kobza, członek zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie, zwraca uwagę na kluczową metryką: ETF-y stanowią zaledwie 4 procent aktywów zarządzanych przez polskie TFI (Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych), których łączna wartość przekracza 450 miliardów złotych.
Dla porównania — w Europie Zachodniej udział ETF-ów wynosi około 12 procent, a w Stanach Zjednoczonych sięga już 40-45 procent. Ta różnica ilustruje skalę potencjału wzrostu polskiego rynku.
| Rynek | Udział ETF-ów w aktywach zarządzanych | Potencjał wzrostu |
|---|---|---|
| Polska | 4% | Bardzo wysoki |
| Europa Zachodnia | ~12% | Wysoki |
| Stany Zjednoczone | 40-45% | Umiarkowany |
Polska startuje z niskiej bazy, ale obserwując tempo wzrostu (52 procent w pół roku), jest jasne, że ten segment przyciąga coraz więcej uwagi. Branża widzi w tym ogromną szansę.
Co to oznacza dla polskich inwestorów?
Wzrost zainteresowania ETF-ami to nie przypadek. Młodych inwestorów przyciągają trzy elementy: szybkość, przejrzystość i niskie koszty. W przeciwieństwie do tradycyjnych funduszy inwestycyjnych, które rozliczają się kilka dni, jednostkami ETF można handlować podczas sesji giełdowej — dokładnie jak akcjami.
Dariusz Kędziora, wiceprezes TFI PZU, podkreśla znaczenie tego aspektu: „Dla inwestorów przyzwyczajonych do aplikacji maklerskich i natychmiastowego podglądu portfela to często bardziej intuicyjne rozwiązanie niż klasyczny fundusz inwestycyjny”.
ETF pozwala uzyskać ekspozycję na cały indeks, konkretny rynek czy klasę aktywów bez samodzielnego kupowania wielu pojedynczych instrumentów. To znacznie ułatwia budowanie zdywersyfikowanego portfela.
Nowe ETF-y obligacyjne — przełom na rynku
3 sierpnia na Giełdzie Papierów Wartościowych zadebiutowały nowe ETF-y zarządzane przez TFI PZU — ważny krok w rozwoju oferty produktowej. Pierwszy fundusz daje ekspozycję na polskie obligacje skarbowe o długim terminie zapadalności, drugi inwestuje w obligacje zmiennokuponowe i służy do krótkoterminowego lokowania wolnych środków.
To połączenie znajomego inwestorom produktu (obligacji Skarbu Państwa) z giełdową formą handlu może przyciągnąć dużą grupę oszczędzających. Polacy tradycyjnie chętnie kupują obligacje skarbowe — mogą je postrzegać jako bezpieczną inwestycję. ETF obligacyjny oferuje dostęp do tej klasy aktywów bez konieczności kupowania poszczególnych papierów.
Różnica między obligacjami zmienno- a stałoprocentowymi ma praktyczne znaczenie. Przy papierach zmiennokuponowych oprocentowanie dostosowuje się do warunków rynkowych, co chroni przed spadkiem dochodów w przypadku wzrostu stóp procentowych. Przy stałoprocentowych inwestor zna oprocentowanie z góry, ale cena papieru może mocniej reagować na zmianę stóp — jeśli stopy spadną, cena obligacji wzrośnie.
Obecne rentowności obligacji (zarówno zmienno-, jak i stałokuponowych) pozostają na wysokich poziomach, co zwiększa atrakcyjność nowych produktów. Dalsze obniżki stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej byłyby szczególnie korzystne dla ETF-ów inwestujących w długoterminowe obligacje stałoprocentowe — mechanizm jest prosty: spadek rynkowych stóp procentowych zwykle podnosi ceny takich papierów.
Przepisy blokują ekspansję zagraniczną
Mimo dynamicznego wzrostu na rynku krajowym, polska branża ETF-ów napotyka istotną barierę: brak standardu UCITS (Undertakings for Collective Investment in Transferable Securities). To unijna norma funduszy inwestycyjnych, która ułatwia oferowanie produktów w wielu krajach i jest dobrze rozpoznawalna przez inwestorów instytucjonalnych.
Bez takiej konstrukcji polskie ETF-y trudniej sprzedać za granicą. Polska branża czeka na regulacje, które pozwoliłyby tworzyć ETF-y zgodne z europejskimi standardami. To nie tylko kwestia techniczna — to klucz do przyciągnięcia inwestorów zagranicznych i globalnej ekspansji polskich produktów.
Dariusz Kędziora wyjaśnia: „W Polsce nie mamy obecnie takiego rozwiązania, dlatego musimy się posługiwać konstrukcją prawną, która nie jest powszechnie akceptowana na Zachodzie. Czekamy na zmianę, która pozwoliłaby zainteresować także inwestorów zagranicznych mogących inwestować w ETF-y UCITS emitowane w Polsce”.
Perspektywy wzrostu
Przedstawiciele GPW oraz TFI PZU liczą na dalszy rozwój rynku poprzez nowe produkty ETF-owe (szczególnie obligacyjne), edukację inwestorów i zmianę przepisów. Michał Kobza ocenia, że fundusze obligacyjne mogą przyciągnąć dużą grupę inwestorów właśnie ze względu na popularność obligacji Skarbu Państwa.
Wzrost zainteresowania ETF-ami obserwowany w Polsce jest częścią globalnego trendu. Jednak polska specyfika — niska baza, wysokie zainteresowanie obligacjami skarbowymi, rosnąca grupa młodych inwestorów poszukujących prostych narzędzi — tworzy unikalną szansę dla branży.
Jeśli tempo wzrostu się utrzyma, a przepisy się zmienią, polskie ETF-y mogą stać się znaczącym segmentem rynku kapitałowego w ciągu kilku lat. Na razie jednak Polska nadal ma wiele do nadrobienia wobec Zachodu.
Na podstawie: 300Gospodarka.pl. Tekst opracowany redakcyjnie.