Globalny ETF to nie cały świat. Gdzie naprawdę są Twoje pieniądze?
Globalny ETF z 3,7 tys. spółek to tylko pozór dywersyfikacji. Dwie trzecie to USA, a siedem firm technologicznych to 25 proc. całego indeksu.
Globalny ETF to nie to, co się wydaje na pierwszy rzut oka — kupujesz jeden fundusz z dopiskiem “cały świat”, a w rzeczywistości inwestujesz przede wszystkim w kilkanaście amerykańskich gigantów technologicznych.
Wiele osób wierzy, że kupując fundusz indeksowy opisany jako “FTSE All-World” czy “MSCI World”, uzyskuje ekspozycję na tysiące spółek z całego globu i tym samym osiąga idealną dywersyfikację. Rzeczywistość jest jednak znacznie bardziej skoncentrowana i mniej bezpieczna, niż sugeruje nazwa funduszu.
Jak wygląda rzeczywisty skład globalnego ETF?
Przyjrzyjmy się konkretnym liczbom. Na koniec czerwca 2026 roku pierwsza piątka największych pozycji w popularnym funduszu FTSE All-World to NVIDIA, Apple, Microsoft, Amazon i Alphabet. Dziesięć największych spółek odpowiada za blisko jedną czwartą całości funduszu. Brzmi to jak znacząca koncentracja, ale to dopiero początek problemu.
Amerykańskie firmy stanowią około dwóch trzecich wartości indeksu MSCI World. Oznacza to, że “cały świat” to w praktyce przede wszystkim zakład na kilkanaście technologicznych kolosów z jednego państwa. Nie ma w tym błędu funduszu ani żadnej manipulacji — tak działa konstrukcja, na której opiera się większość globalnych ETF-ów.
Skąd bierze się dominacja USA?
Klasyczne globalne indeksy, czy to MSCI ACWI, czy FTSE All-World, ważą spółki według ich kapitalizacji giełdowej, czyli wartości rynkowej dostępnej dla inwestorów. Im większa firma, tym większy jej udział w indeksie. Fundusz nie ocenia, czy dana spółka jest tania, droga, czy pochodzi z ciekawego kraju — po prostu odwzorowuje to, ile jest warta na rynku.
Skoro amerykańskie technologiczne kolosy urosły do najwyższych wycen w historii, indeks automatycznie przydziela im coraz większą część pieniędzy inwestora. Ta mechanika ma jednak jedną, dość nieoczywistą konsekwencję: udział USA w indeksach globalnych nie jest stały, tylko rośnie razem z hossą na amerykańskich spółkach.
Jak zmienił się udział USA w ostatnich dekadach?
| Rok | Udział USA w MSCI World | Reszta świata |
|---|---|---|
| 2000 | ~50% | ~50% |
| 2010 | ~43% | ~57% |
| 2020 | ~55% | ~45% |
| 2025 | >72% | <28% |
Dane pokazują dramatyczną zmianę proporcji. W 2000 roku Ameryka odpowiadała za mniej więcej połowę indeksu MSCI World. Na koniec 2025 roku było to już ponad 72 proc., a więc reszta świata — cała Europa, Japonia i rynki wschodzące — zmieściła się w niespełna 30 proc. To jeden z najniższych udziałów rynków spoza USA od czterech dekad, przy historycznej średniej znacznie bliższej połowie.
Wielka siódemka dominuje rynkiem
Jeszcze wyraźniej widać to na poziomie pojedynczych spółek. Tzw. wielka siódemka — Apple, Microsoft, Alphabet, Amazon, Meta, NVIDIA i Tesla — na koniec 2025 roku odpowiadała za blisko jedną czwartą całego indeksu MSCI World. W samym S&P 500 te siedem firm to ok. 32 proc. wartości indeksu, a pierwsza dziesiątka spółek waży dziś blisko 40 proc. indeksu, wobec mniej więcej 20 proc. w 2010 roku.
Analitycy Robeco policzyli, że efektywna liczba spółek, które realnie ważą na wyniku globalnego rynku, spadła z ponad 300 w 2005 roku do zaledwie 84 w październiku 2025 roku. Mówiąc prościej: kupując “cały świat”, w praktyce kupujesz przede wszystkim aktualną kondycję kilkunastu amerykańskich spółek technologicznych i wiarę rynku w sztuczną inteligencję.
Co to oznacza dla Twojego portfela?
Dopóki grupa największych technologicznych firm rośnie, globalny fundusz rośnie razem z nią. Problem pojawia się dopiero, jeśli entuzjazm wobec AI osłabnie albo wyceny tych firm się cofną. Wtedy obsunięcie odczujesz mocniej, niż sugerowałaby etykieta “globalny indeks, tysiące spółek”. To, że przemyślenia te nie są tylko teorią, pokazał najlepiej ubiegły rok.
W 2025 roku akcje spoza USA po latach zadyszki wyraźnie wyprzedziły amerykańskie papiery. Indeks MSCI World ex USA, obejmujący rozwinięte rynki poza Stanami, zyskał 32,6 proc., a szeroki koszyk spółek spoza USA liczony przez S&P Global urósł o ponad 28 proc., podczas gdy S&P 500 dał ok. 16 proc. Do tego doszła słabość dolara, który w ciągu 2025 roku stracił mniej więcej 10 proc.
Waluta jako ukryty koszt inwestycji
Dla polskiego inwestora to podwójnie ważne, bo w globalnym funduszu część amerykańska to jednocześnie chciana lub niechciana ekspozycja na dolara. Popularne globalne ETF-y w wersji UCITS, jak Vanguard FTSE All-World, są wyceniane w dolarze, choć kupujesz je za złotówki czy euro. Kiedy dolar słabnie, portfel z tak dużym udziałem USA traci nie tylko na wycenie spółek, ale i na przeliczeniu waluty.
To element, o którym rzadko się pisze przy okazji reklam “jednego funduszu na całe życie”. Inwestor myśli, że kupuje globalną dywersyfikację, a w rzeczywistości bierze na siebie dodatkowe ryzyko walutowe, które może znacząco obciążyć wynik w okresach, gdy dolar słabnie.
Podatki i koszty — gdzie się orientować?
W wariancie akumulującym, czyli reinwestującym dywidendy, nie płacisz co kwartał podatku Belki od wypłat, a rozliczenie 19 proc. od zysku odkłada się do momentu sprzedaży udziałów. Jeśli trzymasz taki fundusz w IKE lub IKZE, przy spełnieniu warunków wypłaty podatek od zysków kapitałowych w ogóle znika, co przy horyzoncie 20–30 lat robi wymierną różnicę.
Przy tym wszystkim koszty samego funduszu pozostają na szczęście niskie. Wskaźnik kosztów całkowitych (TER) Vanguard FTSE All-World to obecnie ok. 0,19 proc. rocznie, po obniżce z poziomu 0,22 proc. Dla porównania krajowe fundusze akcyjne zarządzane aktywnie potrafią pobierać nawet 1,5–3 proc. rocznie. Taniość globalnego ETF-a to jego duża zaleta, ale niska opłata nie zmienia tego, co faktycznie masz “pod maską”.
Czy globalny ETF to wciąż dobry wybór?
Sam pomysł na globalny ETF nadal broni się jako punkt wyjścia: tanio, prosto, bez wybierania pojedynczych spółek. Sprawiedliwie trzeba jednak dodać, że amerykańscy giganci to firmy globalne, które przychody czerpią z całego świata, więc większy udział USA w indeksie nie oznacza, że twój wynik zależy wyłącznie od amerykańskiej gospodarki.
Część analityków, m.in. w J.P. Morgan, zwraca uwagę, że pozostałe 493 spółki z S&P 500 zaczęły wreszcie szybciej zwiększać zyski, co powoli zawęża przewagę wielkiej siódemki. Historia rynków pokazuje też, że okresy przewagi jednego regionu potrafią trwać latami, a potem odwracać się na kolejne lata. Dzisiaj nikt nie wie przecież, kiedy ten trend się załamie.
Kluczem jest świadomość: globalny ETF to nadal rozsądna inwestycja dla początkującego inwestora, ale warto być świadomym, że faktycznie kupujesz przede wszystkim ekspozycję na amerykańskie firmy technologiczne, a nie równomierną dywersyfikację światową. Jeśli ta koncentracja cię uwiera, rynek daje kilka wyjść — choć żadne z nich nie jest proste ani tanie.
Najczęstsze pytania
Ile procent globalnego ETF to naprawdę USA?
Na koniec 2025 roku Stany Zjednoczone stanowiły ponad 72 proc. indeksu MSCI World, podczas gdy cała reszta świata (Europa, Japonia, rynki wschodzące) zmieściła się w niespełna 30 proc. To jeden z najniższych udziałów rynków spoza USA od czterech dekad.
Czy globalny ETF to rzeczywiście dywersyfikacja?
Techniczne tak, praktycznie nie. Choć fundusz zawiera tysiące spółek, jego wynik zależy przede wszystkim od siedmiu największych firm technologicznych. Jeśli entuzjazm wobec AI osłabnie, cały portfel może spaść mocniej niż sugerowałaby nazwa 'globalny indeks'.
Jaki jest koszt globalnego ETF?
Popularne globalne ETF-y, takie jak Vanguard FTSE All-World, mają wskaźnik kosztów całkowitych (TER) około 0,19 proc. rocznie. To znacznie mniej niż krajowe fundusze akcyjne zarządzane aktywnie, które pobierają 1,5–3 proc. rocznie.
Czy słaby dolar wpływa na mój globalny ETF?
Tak. Popularne globalne ETF-y w wersji UCITS są wyceniane w dolarze. Kiedy dolar słabnie, portfel z dużym udziałem USA traci nie tylko na wycenie spółek, ale i na przeliczeniu waluty. W 2025 roku dolar stracił około 10 proc. względem innych walut.
Czy globalny ETF to dobry wybór dla początkującego inwestora?
Globalny ETF to nadal rozsądny punkt wyjścia: tanio, prosto, bez wybierania pojedynczych spółek. Jednak warto być świadomym, że faktycznie kupujesz przede wszystkim ekspozycję na amerykańskie firmy technologiczne, a nie równomierną dywersyfikację światową.
Na podstawie: Business Insider Polska. Tekst opracowany redakcyjnie.